Integracja polskiego środowiska informatycznego jest jednym z podstawowych warunków skutecznego konkurowania rodzimej branży IT z firmami zachodnimi na wspólnym rynku europejskim.
Kanada ma wśród polskich informatyków opinię kraju wielkich możliwości. Faktycznie, w ciągu ostatnich dwudziestu lat wyjechało tam wielu specjalistów, wykształconych jeszcze w kraju. To jednak tylko część prawdy. Dziś kanadyjski rynek pracy, podobnie jak niemal we wszystkich państwach rozwiniętych, cierpi z powodu recesji.
Amerykańscy informatycy udzielający się charytatywnie zyskują szereg korzyści. Zyskują dobrą opinię w miejscu pracy. Zdobywają nowe, często niecodzienne doświadczenia. Zwiększają także swoje szanse na rynku pracy.
Koniec ze standardowymi pakietami szkoleń i rutyną wykładowców. Firmy myślące o przetrwaniu na rynku szkoleń muszą być elastyczne. Powinny także gruntownie przemyśleć swoją ofertę i znaleźć dziedzinę, w której chcą się specjalizować.
Można być certyfikowanym inżynierem w zakresie wszystkich technologii sieciowych i mieć problemy ze znalezieniem pracy. Można nie posiadać formalnego świadectwa umiejętności i nie mieć żadnych problemów z zatrudnieniem. Dziś odpowiednia liczba certyfikatów gwarantuje tylko jedno: żaden dział personalny nie odrzuci naszego CV już na wstępnym etapie selekcji.
W amerykańskich mediach nie brakuje doniesień dotyczących wpływu programu wizowego H1-B na tamtejszy rynek pracy. Kontrowersje towarzyszące temu tematowi w ostatnich latach spowodowały, że cała sprawą chce się zająć US General Accountig Office, jedna z agend Kongresu USA.
Kłopoty ze znalezieniem pracy sprawiają, że młodzi ludzie chwytają się coraz bardziej oryginalnych sposobów przyciągnięcia zainteresowania potencjalnych pracodawców.
Fakt, że informatyzacja powoduje wiele zwolnień, świadczy nie o jej destrukcyjnej roli w społecznościach pracowniczych, lecz o nieprawidłowych strategiach rozwoju realizowanych przez przedsiębiorstwa.