Po pewnym czasie upór zaczął przynosić wyniki - otrzymałem kilka zaproszeń na rozmowy. Część z nich pochodziła od agencji doradztwa personalnego, gdzie musiałem odpowiedzieć na kilka standardowych pytań dotyczących doświadczenia, wypełnić formularz, czasem porozmawiać z kimś w języku angielskim. Podczas jednego z takich spotkań w agencji zaproponowano mi pracę w dziale informatyki dużej firmy kurierskiej. Warunki wstępne wydały się zadowalające, chętnie więc poszedłem na rozmowę. Rozmowa była dość zaskakująca - pytano mnie np. o to, co to jest MP3 albo co to takiego PPP i nikt nie sprawdzał mnie z zagadnień bardziej skomplikowanych, których znajomość jest niezbędna na stanowisku menedżerskim, o które się przecież ubiegałem! Największa niespodzianka czekała mnie jednak na końcu. Okazało się bowiem, że chętnie zostanę zatrudniony, ale będę odpowiadał nie za jedną, ale za trzy firmy kurierskie - oczywiście przy utrzymaniu wstępnych warunków finansowych! Wstępnie zgodziłem się na podjęcie pracy, pod warunkiem podwyższenia proponowanej na wstępie pensji o ok. 60%. Panowie po naradzie obiecali zgłosić się do mnie w ciągu kilku dni i... tyle ich widziałem.
Niezrażony udałem się na kolejne wyznaczone spotkanie, tym razem z przedstawicielami znanej firmy usługowej, prowadzącej też szkolenia użytkowników. Moje wstępne warunki zaakceptowano. Okazało się jednak, że firma chce mnie zatrudnić na zasadach podwykonawcy prowadzącego samodzielną działalność gospodarczą. Nie byłoby problemu - mam zarejestrowaną jednoosobową spółkę - gdyby nie fakt, że podane przeze mnie warunki finansowe dotyczyły pracy na etacie. Gdy poddałem pod dyskusję kwestię podwyższenia uposażenia w związku z ponoszonymi przeze mnie kosztami dodatkowymi, atmosfera wyraźnie się ochłodziła, a osoby prowadzące negocjacje poprosiły o czas do zastanowienia się. Odpowiedzi od nich nie uzyskałem do dziś.
Znaleźć naiwnego Przykładów tak przeprowadzonych rozmów kwalifikacyjnych mógłbym podać jeszcze co najmniej kilka, jednak nie w tym rzecz. Firmy liczą na to, że nie mówiąc prawdy o warunkach pracy, uda im się złapać jakiegoś pechowca, który przychodząc do nowej firmy spalił za sobą mosty. Czasami taka taktyka kończy się powodzeniem - wielu specjalistów jest tak zaślepionych wizją nowego stanowiska i tytułu, że nie zwraca uwagi na drobiazgi, takie jak zakładany czas pracy czy rodzaj podpisywanej umowy. Taktyka ta jest jednak krótkowzroczna. Specjalista, który nie będzie zadowolony z nowego miejsca pracy, zmieni je w ciągu kilku miesięcy ze szkodą zarówno dla siebie, jak i dla firmy. Dotychczasowy pracodawca znów będzie musiał szukać nowego informatyka, zaś do specjalisty przylgnie etykietka "często zmieniającego pracę i niegodnego zaufania pracownika".
Dlatego należy zadbać o to, żeby tego typu "wpadek" było jak najmniej. Nie warto przy tym liczyć na zmianę nastawienia pracodawców - będą oni postępowali w ten sposób, dopóki będą kolejni "naiwni" gotowi do przyjęcia oferowanych przez nich warunków. Trzeba samemu zadbać o to, żeby podczas wstępnych spotkań poznać wszystkie szczegóły dotyczące pracy na nowym stanowisku. Trzeba głośno mówić zarówno o wszystkich wymaganiach pracodawcy, jak i o naszych oczekiwaniach względem nowej firmy. W rozmowie kwalifikacyjnej należy dokładnie zaznaczyć, jaki typ umowy nas interesuje, a podając kwotę, ustalić, czy jest to suma brutto "z uzusowieniem". I zgłaszać wszelkie wątpliwości względem nowego miejsca pracy. Inaczej zawsze będziemy mieli do siebie pretensję, a kolejni pracodawcy będą wykorzystywać nasze skrupuły.
<<< 1 2