Amerykańscy pracodawcy i pracownicy szukają nowych metod poszukiwania specjalistów.
Środowy wieczór. Jeden z nowojorskich klubów nocnych. Dziś to snobistyczne miejsce wygląda nieco zwyczajniej niż w wieczory, gdy bawi się tu śródmiejska elita. Na środku stoi 25 niewielkich stolików, przy których siedzą pary młodych ludzi. Na dźwięk dzwonka cała salę wypełnia gwar rozmów. Przy jednym ze stolików dziennikarz w średnim wieku opowiada gorączkowo o swoich sukcesach życiowych i wizji idealnej obsługi klienta. Przy innym agent nieruchomości roztacza wizję sieci dystrybuującej nowe usługi. Co cztery minuty ciszę przerywa dzwonek po którym, ludzie z poszczególnych stolików mieszają się między sobą i konwersacje rozbrzmiewają na nowo.
Od szybkich randek do szybkich rozmów kwalifikacyjnychZajęcia terapeutyczne dla grupy pracoholików? Nie, to "speed networking", nowa metoda nawiązania kontaktów biznesowych. Pomysł zaczerpnięto od organizatorów "szybkich randek", podczas, których wielkomiejscy single podczas kilkuminutowych spotkań się z kilkunastoma osobami, wybierają najbardziej atrakcyjnych partnerów do dalszych kontaktów.
"Speed networking" rządzi się podobnymi prawami. Jedyną różnicą jest to, że uczestnicy spotkań zamiast numerami telefonów wymieniają się wizytówkami. Same kontakty są też znacznie bardziej wyczerpujące. Streszczanie kilkadziesiąt razy swoje życiorysu zawodowego bywa strasznie męczące. Tym bardziej, że tak jak w przypadku randek z nieznajomymi większość z tych krótkich rozmów jest całkowicie pozbawiona sensu.
Mimo, iż pomysł jest całkiem świeży pojawili się już pierwsi entuzjaści. "Dopytują się czy możemy organizować takie wieczory codziennie. Mówią, że takie spotkania zmuszają ich do kontaktu z 8-10 nieznanymi osobami, zamiast obracać się wciąż w kręgu tych samych ludzi" - mówi Amy Guarino, organizatorka Notre Dame Technology Forum, spotkań dla absolwentów jednej z renomowanych uczelni amerykańskich.
Spotkania takie są świetną okazją do znalezienia nowej pracy. "Z początku uznałam to za beznadziejny pomysł. Okazuje się jednak, że w ten sposób można trafić do grupy bardzo obiecujących i aktywnych ludzi, którzy znaleźli się na spotkaniu, bo szukają okazji do rozkręcenia własnego biznesu, albo chcą coś zmienić swoim życiu zawodowym" - mówi Jeannine Solanto, prezes firmy headhunterskiej Foundation Systems.
Spotkanie i terapiaPodobne spotkania odbywają się zaczynają dużych amerykańskich miastach. To skutek ewolucji, która zachodzi w świadomości tamtejszych pracodawców i pracowników. Zwłaszcza ci drudzy rozczarowani słabymi wynikami tradycyjnych metod poszukiwań: umieszczania swoich życiorysów zawodowych w Internecie i odpowiadania na ogłoszenia prasowe, szukają nowych metod zainteresowania sobą potencjalnych pracodawców.
Właśnie temu celowi służą spotkania (tzw. Pink Sleep Party) organizowane w Nowym Jorku. Pierwszy tego typu meeting jeszcze w czasach gorączki internetowej w połowie 2000 roku zorganizowała Allison Hemming, autorka poczytnego ostatnio poradnika "Work it" oraz pracownik jednej z agencji doradztwa personalnego w Krzemowej Dolinie.
Przypominają one trochę spotkania grup wsparcia dla poszukujących pracy organizowanych przez agencje specjalizujące się w outplacementcie (pomocy dla zwalnianych pracowników). Ich uczestnicy nie noszą żadnych plakietek z nazwiskami. Charakter ich wizyty można poznać po kolorze bransoletek noszonych na nadgarstkach. Poszukujący pracy, head hunterzy, pracodawcy - każda z tych grup nosi bransoletkę w innym kolorze. Na nowojorskie spotkania trafia bardzo zróżnicowana grupa. Obok weteranów amerykańskiej informatyki z kilkudziesięcioletnim stażem, przez "wiecznie młodych" menedżerów epoki dotcomów, po absolwentów szkół wyższych, wkraczających w życie zawodowe w momencie załamania rynku pracy.
Niecodzienna sceneria i swobodna atmosfera spotkań sprawia, że chętnie uczestniczą w nich nawet ci, którzy powoli tracą nadzieję na znalezienie pracy. Dla nich ważny jest sam fakt wyjścia z domu. Przełamywanie apatii i aktywne poszukiwanie przychodzi im coraz trudniej, dlatego każdy powód by wyciągnąć ich z czterech ścian.
Tymczasem już dawno dowiedziono, że największe szanse na znalezienie nowego zajęcia mają osoby aktywnie utrzymujące kontakty ze środowiskiem zawodowym. To nie zawsze jest jednak proste. "Wstydzę się przyznać sąsiadom, że straciłam pracę. Chcę w ten sposób uniknąć tych milionów ludzi pytających mnie - "czy znalazłaś już coś ciekawego?"" - mówi zwolniona ponad rok temu menadżer w jednym z dużych towarzystw ubezpieczeniowych.
Na podstawie artykułów "Business contact A-Go-Go" z Business 2.0 oraz Pink Slipped? Time to party" z miesięcznika Fortune opracował Antoni Bielewicz