Niedoświadczeni dostawcy, mało atrakcyjny towarPolskie przedsiębiorstwa chyba nie dowierzają nowym metodom szkolenia. Z pewnością ma na to wpływ kryzys, który wymusza ograniczenie budżetów na szkolenia i dokładne oglądanie każdej wydawanej złotówki. Po części to wynik braku długofalowej strategii szkoleniowej oraz niewiedzy potencjalnych odbiorców. Dla wielu firm e-learning nadal oznacza wyeliminowanie bezpośredniego kontaktu z instruktorem, podczas gdy według niemal wszystkich źródeł najbardziej efektywnym rozwiązaniem jest właśnie połączenie obu tych form kształcenia.
To jednak nie wszystko. Zdaniem niektórych klientów jedną z przyczyn niewielkiej popularności e-learningu było to, że jego lansowania i sprzedaży podjęły się tylko firmy informatyczne, siłą rzeczy zainteresowane przede wszystkim sprzedażą systemów i związanych z tym usług.
Poziom szkoleń był w tej sytuacji rzeczą wtórną. Stworzenie multimedialnych kursów o odpowiedniej wartości merytorycznej i estetycznej jest sztuką samą w sobie. Nie ma nic nudniejszego niż czytanie na ekranie komputera kolejnych stron notatek poprzetykanych prostymi schematami wykonanymi za pomocą Power Pointa.
Przedstawiciele firm informatycznych nie potrafili znaleźć wspólnego języka z pracownikami działów HR, najbardziej zainteresowanymi wdrożeniem takich narzędzi. W swoich rozmowach ci pierwsi podkreślali przede wszystkim oszczędności płynące z ograniczenia wydatków na organizację szkoleń i delegacje. Tymczasem akurat wszystkie te korzyści są wtórne w stosunku do tego, co może zyskać firma wdrażająca system wspomagający i kontrolujący proces szkolenia pracowników.
Korzyści, polegających chociażby na przeniesieniu części odpowiedzialności za rozwój kompetencji na pracowników (inna sprawa, że stworzenie takiego systemu wymaga ogromnych zmian organizacyjnych, a także wyspecjalizowanych narzędzi wspomagających zarządzanie personelem, o które w krajowych przedsiębiorstwach nadal trudno). Innymi słowy, dostawcy obiecywali klientom doraźną korzyść związaną z dużym jednorazowym wydatkiem na wdrożenie systemu.
Oczywistym źródłem obiekcji wobec e-learningu był też lęk przed brakiem akceptacji nowej metody szkolenia przez personel. "Nie da się ukryć, że wszyscy są przyzwyczajeni, iż szkolenie oznacza konieczność wyjazdu lub co najmniej opuszczenia miejsca pracy, spotkanie z instruktorem i innymi uczestnikami. Wprowadzenie szkoleń elektronicznych oznacza zmianę tego paradygmatu" - mówi Wojciech Bednaruk, absolwent kierunku nowoczesnych technologii w nauczaniu Concordia University w Montrealu, wykładowca Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych i konsultant z zakresu e-learningu. Doświadczenia pierwszych użytkowników szkoleń elektronicznych rozwiewają jednak wiele tych obaw. Dobrze zaprojektowany kurs, łączący elementy szkolenia tradycyjnego i elektronicznego, wzbogacony w interaktywne elementy, cieszy się dostatecznie dużym zainteresowaniem.
Przełom tuż-tużW zgodnej opinii dostawców i dotychczasowych użytkowników rozpoczynający się właśnie rok ma szansę stać się przełomowym w zakresie akceptacji nowych metod szkolenia. Firmy, które miały okazję skorzystać z tego typu kursów, niemal bez wyjątku zapowiadają rozszerzenie zakresu korzystania ze szkoleń elektronicznych.
W budżetach wielu dużych firm - niektórzy z dostawców szacują ich liczbę na kilkadziesiąt - pojawiły się środki na e-learning. Stanowi to poważną zmianę w stosunku do dotychczasowej sytuacji, gdy fundusze na ten cel były na ogół wygospodarowane z rezerw. Tym razem wdrożenie różnych form szkoleń elektronicznych zapisano w strategii kilku dużych firm.
<<< 1 2 3 >>>