Życzliwi ludzie i pieniądze w bankomacieMiasto także okazało się bardzo przyjazne dla przyjezdnych. Uderza życzliwość przechodniów, zaprzeczająca stereotypowemu wizerunkowi Niemca.
"Kiedy w łamanej niemczyźnie zapytałem o drogę, człowiek spojrzał na zegarek i stwierdził, że ma chwilę czasu, więc chętnie mnie podprowadzi" - opowiada Krzysztof Ingram. -
"Od kilku miesięcy mieszkam razem z żoną i córką. Mała ma 2,5 roku i okazała się świetną pomocą przy przełamywaniu lodów z naszymi sąsiadami. Biega, zagaduje po polsku i ludzie od razu uśmiechają się życzliwie. Szybko też znajduje się jakiś temat do rozmowy". Równie życzliwych sąsiadów ma także Michał Gajda.
"Szczególnie upodobała mnie sobie jedna starsza sąsiadka. Zawsze ilekroć mnie widzi, zaczyna mi coś opowiadać. Ja niestety nie znam jeszcze zbyt dobrze niemieckiego, ale z reguły rozumiem, przynajmniej połowę, bo kobieta strasznie przy tym gestykuluje" - opowiada.
Znacznie większy jest również komfort życia. Wygodne drogi, mnóstwo ścieżek rowerowych, życzliwość w urzędach, porządek i bezpieczeństwo na ulicach. Jak metaforycznie ujął to jeden z informatyków, idąc do bankomatu, zawsze ma się pewność, że będzie czynny i będą w nim pieniądze.
"Tu żyje się po prostu łatwiej" - potwierdzają to wszyscy, którzy zdecydowali się na wyjazd. O tym, jak łatwo do tego przywyknąć, przekonali się podczas przyjazdów do kraju. Kontrast między tym, co zostawili w Monachium, a tym, co zastali w kraju, okazał się momentami zaskakująco duży, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę niedługi czas dzielący ich od wyjazdu.
I porządek może się przejeśćMimo tych wygód życie w Monachium, zwłaszcza na początku, nastręcza pewnych problemów. Do legend urosły już kłopoty z mieszkaniami. Na każde ogłoszenie zjawia się po kilkudziesięciu chętnych. Jeden z Polaków wybrał się kiedyś obejrzeć mieszkanie. Już z dala dostrzegł, o który budynek chodzi, ponieważ przed drzwiami wejściowymi stało kilkanaście osób. Pewnie uznałby to za w miarę normalne, gdyby nie fakt, że mieszkanie mieściło się na pierwszym piętrze, a kolejka chętnych kłębiła się przez całe schody.
Firmy ściągające informatyków z zagranicy pomagają co prawda przy załatwianiu mieszkania, jednak przy takim popycie nawet ludzie z działów personalnych niewiele mogą zrobić. Przyjezdni z braku lokum przez całe miesiące mieszkają po 5, 6 osób w wynajmowanych kwaterach. Ostatnio coraz więcej przyjezdnych decyduje się na wynajęcie domu pod miastem. Komplikuje to trochę dojazdy do pracy, lecz pozwala korzystać z uroków okolicznych lasów.
Niektórym z czasem zaczyna dawać się we znaki niemieckie zamiłowanie do porządku.
"Niby wszystko jest w porządku, a jednak człowiek odczuwa coraz większe wyobcowanie i zaczyna wręcz tęsknić do czegoś nieprzewidywalnego" - mówi jeden z informatyków.
Jednym z lekarstw na to wyobcowanie stają się właśnie cotygodniowe spotkania grupy monachijskiej. Dzięki niej zyskali oparcie i świadomość, że w razie jakichkolwiek problemów mają na kogo liczyć. A mimo wyjazdu, nie stracili kontaktu z krajem. Co jest tym ważniejsze, że praktycznie żaden nie zamierza zostać w Niemczech na dłużej. Po kilku latach chcą wrócić do kraju lub wyruszyć gdzieś dalej, gdzie będą mogli zdobyć kolejne doświadczenia zawodowe.
Więcej na stronach
http://www.polonia-it.org<<< 1 2 3